5 przyczyn, które sprawiają, że jesz zbyt dużo

Problem nie tkwi w tym, że jesz zbyt dużo. Problem tkwi w tym, że jest powód, dla którego jesz zbyt dużo. Przyczyn szukam głębiej i podaję je Wam na talerzu. Zapraszam!

Dietetyka bardzo mocno powiązana jest z psychologią. Tekst ten opieram na własnych doświadczeniach i obserwacjach środowiska mnie otaczającego. Mam nadzieję, że skłoni Cię on do rozmyślań i w razie potrzeby, pomoże zdiagnozować Twój problem.

1. Wypełnienie pustki emocjonalnej, nagrodzenie siebie.
Wiele osób po jakimś przykrym zdarzeniu szuka pewnego rodzaju wynagrodzenia dla siebie. Skoro tyle wycierpiałam/tyle się napracowałam/tyle zniosłam, to przecież należy mi się jakaś nagroda, czyż nie? Jednym zdarza się wypić piwo „na odstresowanie” po ciężkim dniu, innym kupić nowy tusz do rzęs na poprawę humoru, jeszcze innym zjeść całe pudełko lodów, gdy zobaczą swojego byłego z blondwłosą długonogą pięknością… Raz na jakiś czas nie jest to nic niepokojącego, jednak problem pojawia się wtedy, kiedy na co dzień masz styczność ze stresorem, a ten wymusza na Tobie kompensację przykrości poprzez… regularne realizowanie zachcianek żywieniowych. W ten sposób tworzy się Twój pewnego rodzaju rytuał, który poprzez nadwyżkę kaloryczną, może powodować tycie. W przypadku rytualizacji staje się to nieźle pogmatwane (szczególnie kiedy uciekasz w alkohol, papierosy czy inne używki). Często kompensacja, zwłaszcza słodyczami, staje się remedium na problemy w związku, samotność czy brak czułości ze strony bliskich nam osób. Mózg potrzebuje od czasu do czasu zastrzyku dopaminy, a jej źródło znajduje w słodkich przekąskach. Jak możemy rozwiązać ten problem?
Pierwszym krokiem jest diagnoza, czyli stwierdzenie, że problem ogólnie istnieje. Kolejnym, określenie podłoża tego nieprzyjemnego faktu. Następnym, ujarzmienie go i ograniczanie małymi krokami. Początkowo możesz zmniejszyć jedynie tylko wielkość porcji, a z czasem zdasz sobie sprawę, że ta nagroda nie jest Ci do niczego już potrzebna, bo jesteś bez niej szczęśliwą osobą 🙂
Możesz także zwiększyć ilość porcji zmniejszając jej kaloryczność poprzez dodanie większej ilości warzyw, a zmniejszając ilość bardziej kalorycznych składników. Oszukasz trochę głowę jedząc warzywa, gdyż dłużej będziesz musiała gryźć, przeżuwać i przełykać. Naucz się też czerpać ukojenie i spokój z kontaktów z bliskimi.

2. Nawyk czystego talerza z dzieciństwa.
Ja chyba nigdy (albo bardzo rzadko i nawet tego nie pamiętam) miałam kłopot z tym, aby zjeść wszystko podczas posiłku. Ale widziałam sytuacje, gdy rodzice łyżkami wpychali wręcz jedzenie w rozpaczające nad talerzem dzieci. Nie odejdziesz od stołu dopóki nie zjesz wszystkiego… Za mamusię, za babcię Halinkę, za wujka Stasia… Mięsko zjedz, ziemniaki możesz zostawić… Takie teksty były charakterystyczne w czasie mojego dzieciństwa i są także teraz. Większość dzieci posiada jeszcze naturalną zdolność do oceny głodu i decydowania o własnym apetycie. Kiedyś ten głos przejmowali rodzice w obawie o anemię i niedobory składników mineralnych, a teraz, jako dorośli, już go nie mamy.
Żyjemy w społeczeństwie i czasach, gdzie jedzenie nie służy wyłącznie przetrwaniu czy zaspokojeniu głodu, ale również socjalizacji. W moim przypadku, talerz po posiłku ma być czysty, nie zostawiam chociażby ziarenka ryżu czy kawałka marchewki. Nie i już! Taki mam zwyczaj. Może to z racji świadomości, że gdzieś w Afryce umiera teraz z głodu dziecko. Może dlatego, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu moi dziadkowie czy rodzice na co dzień nie mieli takich posiłków. Dbam o to, aby nic się nie zmarnowało. Ale trochę odbiegłam od tematu…
Jaka jest moja rada dla osób jedzących aż do przejedzenia? Zwiększ udział świeżych warzyw na talerzu, ale takich, jakie naprawdę lubisz, aby zachować przyjemność płynącą z posiłku. U mnie byłaby to pokrojona w słupki marchewka i papryka czy pieczona cukinia ♥

3. Usprawiedliwianie swoich wyborów żywieniowych wyborami innych ludzi.
Nieraz nasi znajomi szukają partnerów do „zbrodni”. Wiedzą, że jesteś na diecie, a tymczasem właśnie w Twojej obecności otwierają pudełko z ciasteczkami. Nie chcą samotnie popełniać grzeszków, zrozumiałe 😀
Ile razy dałaś się namówić na zamówienie pizzy czy hamburgera, kiedy tak naprawdę miałaś ochotę (i powinnaś ją zjeść) na sałatkę z grillowanym kurczakiem? Nie czułabyś się głupio idąc w grupie i jedząc jako jedyna lody? Ile razy napiłaś się z koleżanką piwa, tylko dlatego, że sama nie pije? Takie sytuacje mają miejsce niesamowicie często, dzieją się nawet poza naszą świadomością. Poprzez to nie tylko dochodzą nam dodatkowe kalorie, ale także budujemy niezdrową relację z jedzeniem.
Wykształcanie swojego zdania, a raczej oswojenie się z tym, że ma się pełne prawo do własnych wyborów żywieniowych, które nie podlega ocenie osób trzecich, jest trudne. O wiele trudniejsze niż wytrwanie na diecie 1500 kcal czy pilnowanie makroskładników. W dzisiejszych czasach trzeba mieć jaja! I to nie tylko te od kurek z wolnego wybiegu. Trzeba mieć jaja, żeby umieć powiedzieć zjem dziś Bounty, bo mam na niego ochotę! Albo odwrotnie, nie zjem dzisiaj z wami kebaba, bo wiem, że nie pomoże mi to w uzyskaniu efektów, na które już tak długo pracuję. To działa w obie strony, pamiętaj!
Jestem zwolenniczką świadomości wyborów żywieniowych, ale także świadomości ich konsekwencji. Jestem zwolenniczką samodzielności w wybieraniu modelu żywienia, opartej o wiedzę, obserwacje swojego ciała i osobiste preferencje smakowe 🙂 Posiłek wybierasz Ty i Ty go jesz. Nie Chodakowska, Lewandowska czy Karmowski 😉

4. Łapanie się na pułapki reklamowe i promocje.
W Lidlu tydzień amerykański, więc ładujesz całą lodówkę lodów do koszyka. Są ciągle w Twoim zasięgu, więc jesz je, dosyć często. W Biedronce mozzarella o 30% tańsza. Bierzesz kilka opakowań. Jesz szybko, bo przecież mija termin. Jesz mimo tego, że nie jesteś głodna, bo nie lubisz wyrzucać jedzenia.
Podobne sytuacje zdarzają się bardzo często. Chcąc oszczędzić pieniądze, kupujemy większe opakowania lub produkty z „krótką datą”. Brzmi znajomo? Wtedy również tracimy kontrolę i jemy ponad to, ile potrzebujemy.

5. Czy zdrowe na pewno odchudza?
Weźmy przykładowo model diety paleo. Oparta na nieprzetworzonej żywności, krótki czas przygotowania, mniej brudnych naczyń 😀 Jest to jednak dieta bardzo kaloryczna, a jednocześnie o wysokiej smakowitości. Bataty, orzechy, boczek, mleko kokosowe, olej kokosowy… Same chyba rozumiecie.
Wiele niedoświadczonych osób nie ma świadomości tego, że zdrowe nie musi odchudzać, może też tuczyć, zwłaszcza gdy jest konsumowane z wilczym apetytem, a bez pilnowania kaloryczności. Zdrowe kalorie to wciąż kalorie. A nadmiar kalorii znacznie przekraczający zapotrzebowanie – wciąż tuczy.

Znalazłyście we wpisie odpowiedź jak poradzić sobie z którąś ze swoich słabości? Dajcie znać w komentarzu! 🙂

Powyższe zdjęcia pochodzą ze strony www.kaboompics.com. Poniższe są mojego autorstwa 🙂

Biedronkowe szaleństwo 😀

 

 

Moje lektury na najbliższy czas ♥