Trochę się pozmieniało… Maj 2016

Wypadałoby zrobić mały update, co do wyglądu mojej sylwetki, wymiarów, planu żywieniowego i treningowego. Na przestrzeni ostatnich miesięcy trochę kombinowałam z jadłospisami i ćwiczeniami i chyba aż przekombinowałam. Ale o tym niżej… Zapraszam 🙂

Od czego zaczynałam…
Zacznę może od początku początku 🙂 Niektóre z Was nie są ze mną od tego okresu mojego życia, więc warto go przypomnieć. Niczego się nie wstydzę – co więcej – cieszę się, że moja przemiana nieraz stanowi dla Was motywację! Tak wyglądałam jeszcze kilka lat temu (2010-2011 rok):
O swoich początkach w ćwiczeniach oraz żywieniu pisałam w tym wpisie, chyba nie ma potrzeby, abym się powtarzała 🙂
Tak natomiast wyglądałam w maju 2015 roku, czyli dokładnie rok temu:
Wymiary i analiza składu ciała
Obecne wymiary (26.05.2016) to:
wzrost: 167 cm
waga: 54 kg
talia: 61 cm
biodra: 81 cm
biust:84 cm
udo: 45/49 cm
łydka: 35 cm
pośladki: 90 cm

Analiza składu ciała wykonana w kwietniu:
BMI: 19.6 (prawidłowe 18,5-25)
% tkanki tłuszczowej: 14,8
% nawodnienia: 63,7
masa tkanki mięśniowej: 44,3 kg
masa tkanki kostnej: 2,4 kg
wiek metaboliczny: 12 lat
I obecne zdjęcia figury:
Żywienie i treningi na przestrzeni ostatnich miesięcy
W listopadzie byłam na diecie niskowęglowodanowej, która miała mi pomóc pozbyć się tkanki tłuszczowej z dolnych partii brzucha. Dałam sobie na nią miesiąc, nie uzyskałam takich efektów, jakich się spodziewałam. Po świętach Bożego Narodzenia przeszłam na redukcję (-400 kcal od zapotrzebowania kalorycznego). Niestety, był to błąd. Bardzo prawdopodobne, że poprzez te dwie diety stosowane w tak krótkim odstępie czasu, nabawiłam się, mówiąc ogólnikowo, osłabienia organizmu.
Zaczęło się od problemów z miesiączką już w październiku. Trochę to zbagatelizowałam, winę zwaliłam na stres związany z przeprowadzką, rozpoczęciem studiów itd. I dalej szłam w zaparte, czyli diety, które nie poprawiały mojego stanu zdrowia. W styczniu chciałam oddać krew, jednak nie zostałam do tego dopuszczona przez lekarza, ponieważ miałam zbyt niskie ciśnienie krwi oraz tętno (nawet po wypiciu mocnej kawy). Byłam sfrustrowana, ponieważ wewnętrznie zrobiło mi się głupio, że Was wszystkich zachęcam do dbania o swoje zdrowie, do prowadzenia jak najlepszego trybu życia, a sama nie jestem tego wzorem. 
Na low-carb i redukcji ćwiczenia wyglądały tak jak zawsze: praktycznie 6 razy w tygodniu po ok. 40-60 minut. To także przyczyniło się do wycieńczenia organizmu. Zbyt szybkie tempo, zbyt wygórowane oczekiwania co do własnego ciała. Zazwyczaj wyglądało to tak, że robiłam rozgrzewkę, później 25 minut ćwiczeń siłowych, kolejno 20-25 minut cardio/interwałów i na koniec rozciąganie. Zdarzały się też dni z samymi aerobami, czyli 40 minut interwałów. Do tego dochodziły również wszelkiego rodzaju spacery, gdy musiałam przejść z wydziału na wydział bądź na przystanek, wchodzenie po schodach i tym podobna codzienna aktywność fizyczna.
Żywienie i treningi obecnie
Ostatni miesiąc nie ćwiczyłam wcale lub próbowałam „jogowych wygibasów” na macie w domu. Było to dosyć uciążliwe, ponieważ ja, która jestem przyzwyczajona do aktywności fizycznej od dobrych paru lat, nagle muszę wyeliminować ją z planu dnia. Ale oczywiście, zdrowie postawiłam na pierwszym miejscu. 
Obecnie nie liczę kalorii, nie wyliczam makroskładników. Orientacyjnie wiem ile jem, bo przeliczniki i gramatura utrwaliły się w głowie, ale nie martwiłabym się tym, że danego dnia zjadłam o 20g tłuszczów za dużo czy przekroczyłam dzienne zapotrzebowanie o kilkadziesiąt kalorii. Jem na pewno ponad 2000 kcal każdego dnia. Raz w tygodniu pozwalam sobie na odstępstwo od diety (tzw. cheat meal), chyba, że wracam do swojego rodzinnego miasta – wtedy zdarza się to trochę częściej 😉
Ustaliłam sobie także nowy plan treningowy. Wygląda następująco:
3x w tygodniu ABS i górne partie ciała (barki, klatka piersiowa, biceps, triceps)
1x w tygodniu ćwiczenia na pośladki i nogi
2x w tygodniu bieganie (bądź cardio/interwały w domu, gdy nie dopisze pogoda)
2x w tygodniu dłuższe rozciąganie połączone z jogą
1x w tygodniu całkowity odpoczynek
Ćwiczenia siłowe wykonuję w inne dni, niż ćwiczenia aerobowe.
ABS – 15 powtórzeń na stronę / 4 serie / 4-5 ćwiczeń / obciążenie: 5 kg
górne partie ciała – 10 powtórzeń na stronę / 4 serie / 4-5 ćwiczeń / obciążenie: 2-5 kg
stretching – 30-40 minut
bieganie – moje pierwsze podejście to 36 minut (10 min biegu x 3 min marszu), drugie to już 34 minuty (15 min biegu x 2 min marszu). Docelowo chcę przebiec 30, 45 i 60 minut bez żadnych przerw 🙂 Kiedy to się uda? Nie wiem. Nie chcę dawać sobie ograniczeń czasowych, a po prostu stawiam cele.
Od momentu mojego najgorszego samopoczucia przytyłam już ok. 3 kg. Nie widać tego tak bardzo, a nawet jeśli, to co? Pamiętajcie, zawsze stawiajcie zdrowie na pierwszym miejscu! Nie będziesz miała wymarzonej figury na te wakacje? Co z tego? Daj sobie jeszcze kilka miesięcy i wtedy wyglądaj jak petarda! Szybciej, nie znaczy lepiej. Czasami niestety musimy uczyć się na swoich błędach, aby coś zrozumieć :/
Jak oceniacie moją aktualną figurę? Chciałabym poznać Waszą opinię 🙂
Wiele razy piszecie mi, że jestem dla Was motywacją. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak mnie samą to MOTYWUJE ♥ Dziękuję Wam za to, że jesteście, bo dzięki temu mam chęci do rozwoju i samokształcenia.
Na koniec jeszcze kilka zdjęć z mojej codzienności, uzbierało się tego trochę 🙂
próbowałyście nowych warzywnych soków z Biedronki? Zwracajcie uwagę na składy, niektóre warianty mają w nich syrop glukozowo-fruktozowy lub cukier :/
składane na pół omlety smakują jak ciasto ♥ tutaj z płatków owsianych, serka mascarpone, bananów, daktyli, nasion słonecznika i masła orzechowego

 

a to pizza z patelni – bez pieczenia 🙂

 

i kolejny omlet: nasiona chia, znów ukochane daktyle, nasiona słonecznika, suszona żurawina i śliwka

 

jestem prawdziwym omletożercą! masło orzechowe, konfitura z pigwy, nasiona słonecznika i dyni, suszona żurawina i śliwka, czekoladowy krem z awokado ♥

 

zdjęcie, które już wrzucałam na aska 🙂 robione podczas szkolenia z dietetyki sportowej oraz planowania biznesu. Miał być wykrok, czy chociaż w połowie zdjęcie to oddaje? 😀

 

makaron ze szpinakiem, piersią z kurczaka, suszonymi pomidorami i bazylią

 

 pięknie kwitnące drzewka z Ogrodu Botanicznego w Lublinie
a tu Warszawa, którą odwiedziłam kilkanaście dni temu 🙂