Recenzja książki „Pij mleko będziesz chory”

Wiele się ostatnio słyszy o wykluczeniu nabiału z diety, nawet jeśli nie zmagamy się z nietolerancją laktozy czy alergią na białka mleka. Bo tak zdrowiej, bo przetwory mleczne pełne antybiotyków, bo od tego tyjemy, bo pogarsza nam się cera… Opracowaniem tego tematu zajęła się Alissa Hamilton, która jest autorką książki pt. „Pij mleko będziesz chory. Cała prawda o nabiale, przyswajaniu wapnia i chorobach, które może spowodować jedzenie produktów mlecznych”. Zapraszam na jej recenzję.

Alissa Hamilton jest autorką wyżej wspomnianej książki, aktywistką żywieniową, ekspertem od marketingu oraz niezależnym naukowcem współpracującym z takimi uczelniami jak University of Toronto i Yale University. Jej pierwszy bestseller „Squeezed: What You Don’t Know about Orange Juice” (niestety nieprzetłumaczony na język polski) był swoistym wystąpieniem przeciwko kampanii wprowadzania soków pomarańczowych do szkół w Stanach Zjednoczonych. Omawiania przeze mnie książka ma również podobne zadanie.

Tytuł książki nawiązuje do słynnej kampanii prowadzonej w USA „Got milk?”. To akcja podobna do tej, która w Polsce odbyła się przed laty pod hasłem „Pij mleko, będziesz wielki”.

tumblr_mzz4z4yhrg1sz59s2o1_500

Autorka wyjaśnia szczegółowo proces nietolerancji laktozy, wskazuje różnicę pomiędzy terminami „naturalny” i „organiczny”, opisuje skalę zanieczyszczeń wód gruntowych generowanych przez krowy mleczne (szczególnie w rejonach, gdzie przemysł ten rozwija się najprężniej, czyli Wisconsin i California), wielokrotnie nawiązuje zarówno do talerza (My Plate) autorstwa USDA (Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych), jak i Harvardzkiej Szkoły Zdrowia Publicznego HSPH (ten jej znacznie bardziej odpowiada, a odpowiedź dlaczego możecie dostrzec na grafice poniżej).

Zaimponowało mi wymienienie długiej listy produktów, które śmiało możemy traktować jako zamienniki nabiału, ponieważ bogate są w tak ważne składniki jak magnez i wapń. Hamilton nie neguje nabiału całkowicie, ale walczy o to, aby dieta Amerykanów opierała się o produkty wysokoproteinowe, a nie wysokowęglowodanowe. Obecnie gloryfikuje się w USA produkty z dużą zawartością cukru, tj. o obniżonej zawartości tłuszczu, czyli odtłuszczone (0-1%) bądź dosładzane, np. mleka czekoladowe. Tak, właśnie takie rozwiązania proponuje rząd Stanów Zjednoczonych, co jest dla mnie po prostu nie do pomyślenia…

W Stanach Zjednoczonych na każdym kroku powtarza się, że mleko jest niezbędną częścią zbilansowanej diety. Nie jest. Nikt nie potrzebuje nabiału, aby czerpać z niego wapń, białko, czy jakikolwiek inny składnik odżywczy; mieć mocne kości i cieszyć się ogólnym zdrowiem. Mleko jest niezdrowe dla ludzi, którzy nie mogą trawić laktozy (mają zanik enzymu laktazy w jelitach), czy też są uczuleni, bądź mają nadwrażliwość pokarmową.

tumblr_myjh6eaq9m1r4t2mto1_500

Autorka książki nakłania czytelników do zwracania uwagi na etykiety pakowanych produktów. Wartości odżywcze wcale nie są takie trudne do zidentyfikowania, a ja się w pełni z tą tezą zgadzam. Kto z Was wie, że zapotrzebowanie przeciętnego człowieka na magnez wynosi 400 mg, a na żelazo 1000 mg? Jeśli nie jesteś ekspertem żywienia bądź studentem dietetyki, na pewno nie podniesiesz ręki 🙂

W czym tkwi sekret poprawy zdrowia i ogólnego samopoczucia?

Nie tylko w odstawieniu nabiału pochodzącego od krowy, ale też w tym, że wraz z produktami mlecznymi odstawiamy konserwanty i słodziki, które są używane przy ich produkcji oraz przestajemy narażać swój organizm na skutki uboczne związane z piciem mleka pochodzącego od krów, którym podaje się ogromne ilości leków hormonalnych i antybiotyków. Ale spokojnie, tak dzieje się właśnie w Ameryce, gdzie gospodarka jest bardzo zintensyfikowana. W Polsce mleczarnie nie są na tak wysokim poziomie, nie ma czego porównywać. Najlepiej byłoby, aby każdy z dbających o zdrowie swoje i swojej rodziny kupował mleko i jego przetwory od znajomego rolnika, który dba o swoje zwierzęta. Jednak wiemy, jakie to trudne w obecnych czasach…

Propozycją kanadyjki jest przeznaczenie pieniędzy z budżetu państwa na stacje z wodą w szkołach, zamiast na kampanie z mlekiem w roli głównej, a także po prostu picie większej ilości bezkalorycznego wszędzie dostępnego napoju, do czego nakłaniać dzieci powinni dorośli, bądź też na odwrót. Ekspertka podaje nam na tacy kilka gotowych bezmlecznych menu; na koniec swojej książki publikuje przepisy, w których znajdziemy przykładowo napój migdałowy, przepyszną chrupiącą granolę, bogaty w wartości odżywcze pudding chia, wegańskie burgery (z amarantusem i łososiem), skorupki jajek jako zasobną w wapń posypkę czy pesto z młodej pokrzywy.

Ja osobiście nie wykluczam całkowicie nabiału z diety, ale staram się go ograniczać. Jest tak wiele produktów spożywczych, z których możemy ułożyć różnorodny, kolorowy, pełen witamin jadłospis. I to jest właśnie moja dewiza, tego się trzymam i do tego również Was zachęcam.

Na koniec mój hit – czy wiecie, że 3 łyżeczki suszonej bazylii zapewniają nam pokrycie zapotrzebowania na wapń na takim samym poziomie, jak szklanka mleka? To Ci niespodzianka!

tumblr_mshn82play1ruilh3o3_500

Według mnie, książka Alissy Hamilton stanowi merytoryczne, wyjątkowe i ważne spojrzenie na branżę, która ma ogromny wpływ na nasze zdrowie, a jednocześnie remedium do poradzenia sobie z efektami dotychczasowej diety bogatej w produkty pochodzenia mlecznego.

Książkę możecie kupić np. w Empiku za niecałe 40 zł 🙂

Już niedługo na blogu pojawi się wpis na temat nietolerancji laktozy, którym jeszcze bardziej przybliżę Wam temat mleka i jego przetworów. Będą także moje autorskie przepisy!

Jakie jest Wasze zdanie na temat nabiału?

Wpis nie powstał we współpracy z żadną marką.

Źródła:

  1. http://www.healthcastle.com/harvard-versus-usda-whose-plate-wins
  2. www.tumblr.com
  3. http://regalnowosci.pl/page-post-elements/10/