Dietetyka – III semestr

Cześć! Uff, trzeci semestr studiów już za mną. Minął bardzo szybko, ale był dosyć intensywny. Mówi się, że drugi rok jest zawsze najgorszy. Całe szczęście jego połowa już za mną. No i śmiało mogę powiedzieć, że zostało mi półtora roku, czyli drugie tyle, do obrony licencjatu. Nim się obejrzę, będę zaabsorbowana pisaniem pracy. Cóż, dosyć tego wybiegania w przyszłość, wróćmy pamięcią do października zeszłego roku 🙂

Zapraszam oczywiście do przeczytania dwóch pierwszych wpisów z serii „Z pamiętnika dietetyka”, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś 🙂 Znajdziecie je pod tymi linkami: Dietetyka – semestr I i Dietetyka – semestr II.

Rok akademicki zaczął się 3 października. Z racji tego, że mam dosyć daleko do rodzinnego domu, wracałam jedynie na Uroczystość Wszystkich Świętych oraz Święta Bożego Narodzenia. Ciągle bardzo, bardzo dużo nauki, ale to dlatego, że jestem sumienna i chcę po prostu wszystko wiedzieć. Takie moje zboczenie zawodowe :p

No to zaczynamy omawiać poszczególne przedmioty 🙂

 

Analiza i ocena jakości żywności

(30h wykładów, 30h ćwiczeń)

Przedmiot bardzo przyjemny. Jak nazwa przedmiotu mówi, analizowaliśmy i ocenialiśmy na zajęciach taką żywność jak: ketchupy, groszek konserwowy, pieczywo, mleko czy majonezy różnych producentów. Były to bardzo ciekawe zajęcia i chociaż odbywały się późnym wieczorem, z chęcią na nie chodziłam. Wykłady opierały się na treści teoretycznej. Z racji tego, że z ćwiczeń uzyskałam ocenę 5 oraz chodziłam na wszystkie wykłady – zostałam zwolniona z egzaminu z oceną bardzo dobrą na koniec 🙂

 

Chemia żywności

(30h wykładów, 30h ćwiczeń)

Tutaj częściej bardziej cieszyłam się na wykłady, niż na ćwiczenia :p Zawsze pojawiały się jakieś ciekawe informacje. Cały semestr podzielony był na takie działy: składniki mineralne, woda, węglowodany, białka, tłuszcze oraz skład żywności. Chociaż wiele rzeczy wiedziałam już z poprzedniego roku (z chemii organicznej czy biochemii), warto było sobie co nieco powtórzyć i przypomnieć. Na ćwiczeniach również nie było tak źle: oznaczaliśmy ilość chlorofilu w produktach roślinnych, zawartość siarczynów w winach czy kwasowość fermentowanych produktów mlecznych. Zwolnień z tego przedmiotu nie było (chociaż z kolokwiów miałam dwie piątki), z egzaminu dostałam 4,5 🙂

 

Język angielski

(30h ćwiczeń)

Tutaj nie ma co się rozgadywać… Niestety, ale poziom języków obcych na studiach jest bardzo niski (w porównaniu do mojego rozszerzonego w szkole średniej). Trochę tematyki żywienia, ale niezbyt wiele. Powtórka gramatyki, luźne pogadanki. Nic nadzwyczajnego. Ocena na koniec to 5 🙂

 

Kliniczny zarys chorób

(45h wykładów, 15h ćwiczeń)

To jeden z dwóch trudniejszych przedmiotów w tym semestrze. Nazwałabym to „podstawami medycyny”. O układzie pokarmowym był jeden niecały wykład, a szkoda. Za zaangażowanie na ćwiczeniach, dobre wyniki z kolokwiów oraz wygłoszenie referatu, który musiałam przygotować na podstawie badań w języku angielskim – zostałam zwolniona z egzaminu!!! A egzamin był niezmiernie trudny, z tego co opowiadały mi osoby z roku. Czwórka to dla mnie mało i zgłosiłam się do odpowiedzi na wyższą ocenę, dzięki czemu finalnie mam 4,5 🙂

 

Kwalifikowana pierwsza pomoc

(45h ćwiczeń)

To taki „kurs pierwszej pomocy”, za który nie dostajesz żadnego certyfikatu, a jedynie promocję na następny semestr 😀 Nie wspominam jakoś szczególnie miło (może to dlatego, że zajęcia odbywały się o godzinie 8 w poniedziałki? -.-). Dobrze było powtórzyć sobie udzielanie pierwszej pomocy w nagłych wypadkach. Egzamin praktyczno-ustny (2-3 pytania teoretyczne+uciski i wdechy na dorosłym fantomie), zaliczone na marne 3,5 🙁 Jedyna ocena, z której nie jestem zadowolona…

 

Metody analizy instrumentalnej

(15h wykładów, 45h ćwiczeń)

To ten drugi trudny przedmiot, o którym wspominałam już wyżej. Spektrofotometria, refraktometria, polarymetria itd. Taka fizyka. Ciekawym wydarzeniem był wyjazd do Parku Naukowo-Technologicznego i przyjrzenie się z bliska oznaczaniu różnych składników metodą NIRA. Wykłady nie były zbyt interesujące, z kolei na ćwiczeniach byłam aktywna, zgłaszałam się do odpowiedzi, dwa kolokwia również dobrze mi poszły i dzięki temu uzyskałam zwolnienie z przedmiotu z piątką na koniec! Kolejny sukces do kompletu 🙂

 

Organizacja pracy

(30h wykładów)

To tzw. „zapychacz”, który po prostu musi być i basta. Na początku dowiedzieliśmy się jak dokładnie powinien wyglądać gabinet dietetyczny, a później stworzyliśmy w grupach projekt swojego wymarzonego miejsca pracy. Druga część semestru opierała się głównie na teorii mało związanej (albo i wcale) z moim kierunkiem studiów (pojęcia tj. menadżer, piramida Maslowa za nic mi się z dietetyką nie kojarzą). Zaliczenie: 5.

 

Suplementy diety

(15h wykładów, 15h ćwiczeń)

To był ciekawy przedmiot. Na ćwiczeniach oznaczaliśmy składniki tj. magnez, wapń, żelazo, witamina C w różnych preparatach, a także skład aminokwasowy odżywek białkowych. Na wykładach z kolei uczyliśmy się o suplementach diety na odchudzanie, polecanych dla kobiet w ciąży, niemowląt oraz o ziołolecznictwie. Egzamin oczywiście zdany, ale dopiero gdy dostanę indeks poznam swoją ocenę.

 

Technologia żywności

(30h wykładów, 30h ćwiczeń)

Celem było przyswojenie wiedzy z szeroko pojętych metod technologicznej obróbki żywności. Na ćwiczeniach zajmowaliśmy się przygotowywaniem marynat, rozmrażaniem, ekstrakcją tłuszczu czy suszeniem. Na wykładach podobnie, ale w formie teoretycznej.  Nie mam jakiegoś konkretnego zdania o tym przedmiocie. Będzie on kontynuowany w przyszłym semestrze. Tą partię materiału zaliczyłam na ocenę 4,5.

 

 

To już wszystkie przedmioty w tym semestrze. Poza tym, jak zawsze czynnie brałam udział w życiu Studenckiego Koła Naukowego Dietetyków: wygłaszałam prelekcje dla młodzieży w bursie szkolnej oraz przeprowadziłam zajęcia z przedszkolakami na temat zdrowego odżywiania.

Poza tym, co już stali obserwatorzy mojego instagrama mogą wiedzieć, za zeszły semestr otrzymałam stypendium, zarówno za osiągnięcia naukowe, jak i średnią ocen 🙂 Pisałam o tym tutaj.

 

W tym roku uczestniczyłam w „Konferencji dla zdrowia”, o której pisałam tutaj 🙂

 

Kolejny semestr to nowe wyzwania, jeszcze większa dawka wiedzy i czerpanie przyjemności z tego, co robię. Nie mogę się już doczekać! A póki co odpoczywam i korzystam z krótkich ferii, spędzając czas z rodziną.

Do usłyszenia w tej serii już w czerwcu!

Buziaki, Karolina 🙂

P.S. Jeśli macie jakieś pytania odnośnie studiów na moim kierunku – zapraszam do pisania maili (formularz znajduje się po prawej stronie w kolumnie).

 

Zdjęcie tytułowe pochodzi ze strony http://kaboompics.com