Dietetyka – IV semestr

Czy to już naprawdę minęły dwa lata? Niech mnie ktoś uszczypnie! Czas pędzi jak szalony. Jeszcze niedawno składałam przecież dokumenty na studia, a teraz piszę Wam o moich wynikach po całych czterech semestrach na dietetyce. Nim się obejrzę, będę mogła tytułować się jako dietetyk! Ale ale, nie wybiegając tak bardzo w przyszłość, porozmawiajmy o moich minionych pięciu miesiącach na uczelni. Gotowi? 🙂

Zapraszam oczywiście do przeczytania trzech pierwszych wpisów z serii „Z pamiętnika dietetyka”, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś ? Znajdziecie je pod tymi linkami: Dietetyka – semestr I,  Dietetyka – semestr IIDietetyka – semestr III

Prawie 400 km do domu robi swoje, więc tak jak to było wcześniej, do domu wracałam od święta. Ciągle coś robię w Lublinie, więc nie odczuwam tak dużej tęsknoty za rodzicami i siostrą. Ważny jest też kontakt telefoniczny – wiem, że zawsze mogę na nich liczyć, dlatego gdy tylko tego potrzebuję – dzwonię i omawiamy problem 🙂

Ostatnich kilka miesięcy to okres kilku bardzo ciekawych wyjazdów do różnych miast w Polsce. Tak jak już zawsze powtarzam, studiowanie to nie tylko uczęszczanie na wykłady i ćwiczenia, ale także inwestowanie w siebie, zdobywanie nowej wiedzy, kształcenie się we własnym zakresie. Dlatego też odwiedziłam Siedlce, Poznań, Łódź i Kraków przy okazji konferencji naukowych.

W moim studenckim mieście także nie próżnowałam 🙂 Uczestniczyłam w kilku szkoleniach oraz po raz pierwszy wygłosiłam swoją prezentację pt. „Hormonalna regulacja uczucia głodu i sytości”, czyli o dwóch hormonach – leptynie i grelinie. Regularnie prowadziłam również zajęcia dla dzieci w wieku szkolnym, z racji czynnego udziału w życiu Studenckiego Koła Dietetyków (np. organizowałam Festiwal Przedszkolaka czy stoisko na Dniach mojej uczelni).

Odnosząc się do całego roku, warto również wspomnieć, że zostałam dumną podwójną stypendystką! Takie wyróżnienie to dla mnie ogromny zaszczyt. Otrzymywałam stypendium rektora dla najlepszych studentów za wysoką średnią ocen oraz stypendium rektora dla najlepszych studentów za osiągnięcia naukowe. Oczywiście na przyszły rok również będę ubiegała się o grant, dlatego w tym roku starałam się najbardziej jak tylko mogłam, aby osiągnąć najlepsze wyniki.

Przejdźmy teraz do omawiania poszczególnych przedmiotów 🙂

 

Edukacja żywieniowa

(30h wykładów, 30h ćwiczeń)

Ćwiczenia opierały się na robieniu projektów w grupach. Formą były najczęściej prezentacje multimedialne. Tematy, którymi zajmowałam się z koleżankami to dieta wegetariańska, porada żywieniowa dla kulturysty oraz przygotowanie etykiety na jogurt probiotyczny. Zajęcia odbywały się co dwa tygodnie, więc na przygotowanie się do ćwiczeń było zawsze sporo czasu. Wykłady z kolei nie były dla mnie interesujące, przekazywana wiedza była niedostosowana do realiów dietetycznych, wiele z poruszanych tematów było mi już znanych. Przedmiot kończył się egzaminem.

 

Język angielski

(30h ćwiczeń)

To był mój ostatni semestr języka obcego na studiach. Ćwiczenia przyjemne i niewymagające wysiłku, z racji tego nie rozwinęłam się lingwistycznie 🙁 Uwierzcie, po liceum sami powinniście uczyć się języków obcych, gdyż ich poziom nauczania na uczelni jest bardzo, bardzo niski. Przez całe dwa lata miałam cząstkowe piątki, więc zostałam zwolniona z egzaminu końcowego.

 

Mikrobiologia ogólna i żywności

(30h wykładów, 45h ćwiczeń)

Najbardziej wymagający przedmiot w tym semestrze. Według mnie również bardzo interesujący, chociaż zaledwie jedne zajęcia nawiązywały bezpośrednio do tematyki moich studiów (ocena mikrobiologiczna mleka pasteryzowanego i wiejskiego). Najbardziej przeszkadzało mi to, że podczas tych kilku miesięcy trzy razy zmieniała się prowadząca ćwiczenia, przez co nigdy nie wiedziałam czego spodziewać się na kolokwium czy podczas pytań/wejściówek. Mimo wszystko ćwiczenia były przyjemne, gdyż można było się wiele z nich dowiedzieć. Tematy jakie poruszaliśmy to m.in. bakterie, grzyby i pleśnie; wykonywaliśmy posiewy, analizy, oglądaliśmy wyrosłe na podłożach kolonie.

 

Podstawy dietetyki

(30h wykładów, 15h ćwiczeń)

Wykłady opierały się na informacjach pochodzących z książki „Dietetyka. Żywienie zdrowego i chorego człowieka” H. Ciborowskiej, która uchodzi za „biblię dietetyków” 😀 Omawiane były poszczególne jednostki chorobowe i zalecenia żywieniowe stosowane przy ich występowaniu. Ćwiczenia były bardziej interesujące, przy okazji podrzucam Wam ciekawy materiał o cukrzycy typu II (wyjątkowo przystojnych :D) chłopaków z Najprościej Mówiąc, który pokazała nam prowadząca. Przygotowywałam razem z koleżanką na zaliczenie przedmiotu prezentację, na temat kłębuszkowego zapalenia nerek.

 

Przechowywanie żywności

(30h wykładów, 15h ćwiczeń)

Nie będę ściemniać, ten przedmiot to flaki z olejem 🙁 Najciekawsze były ostatnie ćwiczenia, podczas których mieliśmy do czynienia z CAŁYMI pstrągami, oczywiście „świeżo zabitymi”. Ocenialiśmy ich skrzela, oczy, łuski itd. Na wykładach słuchałam o łańcuchu produkcyjnym, dystrybucji, magazynowaniu, zmianach zachodzących w żywności itd. Nic porywającego. Poza tym, zaliczenie było bardzo trudne i ocena jaką z niego uzyskałam, nie była dla mnie zadowalająca :/

 

Diety alternatywne

(30h wykładów, 15h ćwiczeń)

Na ćwiczeniach najpierw układaliśmy trzydniową dietę wegetariańską, a później każdy wybierał sobie schorzenie i pod nie należało ułożyć dietę 7-dniową wraz z zaleceniami. Ja miałam chorobę wrzodową żołądka. Na zaliczenie ćwiczeń prezentowaliśmy swoje prace dla prowadzącej (3 minuty na omówienie wszystkiego to naprawdę bardzo mało czasu :p). Z wykładów dowiedziałam się wielu informacji na temat diety przy chorobie nowotworowej oraz różnych innych dietach alternatywnych stosowanych przez społeczeństwo, np. Montignaca, Kwaśniewskiego, grup krwi, a także tych śmieszniejszych, np. cytrynowej, kapuścianej czy ryżowej 😀 Zaliczenie było proste.

 

Technologia żywności 2

(30h wykładów, 30h ćwiczeń)

Przedmiot o takiej samej nazwie miałam już w zeszłym semestrze, jednak różnił się od obecnego formą ćwiczeń oraz prowadzącymi. Na ćwiczeniach badaliśmy np. kwasowość produktów mlecznych, ilość tłuszczu w rybach, przygotowywaliśmy czekoladę czy tłoczyliśmy sok z jabłek. Na wykładach omawialiśmy poszczególne piętra piramidy żywieniowej, skupiając się w głównej mierze na owocach, warzywach i produktach mlecznych. Egzamin był testowo-uzupełniankowy.

 

Dzięki uprzejmości Pani Rektor mogłam odbyć połowę (czyli 3 tygodnie) moich praktyk jeszcze podczas roku akademickiego. Jeszcze bardziej się ucieszyłam, że została mi zaproponowana Poradnia Dietetyczna właśnie przy mojej uczelni. Miałam (i w sumie nadal mam) swojego własnego pacjenta, dla którego przeprowadziłam analizę składu ciała (oczywiście pod czujnym okiem prowadzącej moje praktyki) oraz ułożyłam jadłospis. Wyobraźcie sobie moją uciechę, gdy po 3 tygodniach diety pacjent stracił prawie 5 kg (mając dużą nadwagę) – i nie była to sama woda, ale także tkanka tłuszczowa! W takich momentach naprawdę czuję, że to co robię ma sens 🙂 Drugą część praktyk odbędę u pani dietetyk w Suwałkach. Dla osób niewtajemniczonych, z praktyk również jest „egzamin”, czyli rozmowa na temat tego, czego nauczyliśmy się podczas tych 6 tygodni. Nic strasznego, krótka piłka 🙂

 

Tak jak już pisałam, nie wiem kiedy te 2 lata minęły! Już w przyszłym roku będę się bronić, mam wybranego promotora, temat pracy w sumie też już jest, więc od października działam ze swoim licencjatem. A teraz, trochę wakacji 🙂

Do usłyszenia w tej serii już za kilka miesięcy!

Trzymajcie się, Karolina ?

P.S. Jeśli macie jakieś pytania odnośnie studiów na moim kierunku – zapraszam do pisania maili careyou2111@gmail.com (formularz znajduje się po prawej stronie w kolumnie) oraz obserwowania mnie na Instagramie, gdzie też często napomknę coś o mojej edukacji 🙂