Dietetyka – V semestr

Właśnie jestem w trakcie przerwy międzysemestralnej, przed moimi ostatnimi czterema miesiącami z I stopnia studiów na kierunku dietetyka. Tak, pięć semestrów już za mną! Czas leci jak szalony, w czerwcu obrona pracy dyplomowej (która już na całe szczęście „się pisze”), ale trzeba podsumować jeszcze ostatnie kilka miesięcy. Kubki z herbatą w dłoń – zapraszam!

Wcześniejsze wpisy z serii „Z pamiętnika dietetyka”:

Dietetyka – semestr I

Dietetyka – semestr II

Dietetyka – semestr III

Dietetyka – semestr IV

Tak jak zawsze, zacznę od moich zajęć pozauczelnianych, czyli konferencji, kursów oraz szkoleń, w których uczestniczyłam w ubiegłym semestrze. Była to Konferencja Dietetyki Sportowej organizowana przez Akademię Dietetyki Sportowej, moja prelekcja na Lubelskim Festiwalu Nauki, III Narodowy Kongres „Nowatorskie metody leczenia nadwagi i otyłości” Food Forum w Warszawie, Festiwal Szkół Promujących Zdrowie w Lublinie, warsztaty „Autoprezentacja w wystąpieniach publicznych” organizowane przez moją uczelnię, kurs „Zaburzenia odżywiania – psychodietetyka”, wykłady, warsztaty i konkurs (w którym zajęliśmy ze znajomymi II miejsce!) „Drabina kompetencji”, Międzynarodowa Konferencja Nauk Przyrodniczych i Medycznych w Lublinie, III Ogólnopolska Konferencja Naukowo – Szkoleniowa „Zdrowa Opolszczyzna”. Poza tym, wystąpiłam w programie popularnonaukowym „Nauka” TVP Lublin, gdzie wraz z koleżankami z dietetyki mówiłyśmy o właściwościach kawy i jej zamiennikach (można obejrzeć pod tym linkiem), a także pomagałam prowadzić warsztaty dla dzieci ze szkół podstawowych, w ramach trzeciej edycji „ABC Zdrowego Żywienia – ABC Żywienia Dzieci i Rodziców”. Tak jak już chyba wspominałam we wpisie podsumowującym rok 2017, przez miesiąc uczęszczałam na dodatkowe praktyki, które odpracowywałam w Wydziale Oświaty Urzędu Miasta w Lublinie. W listopadzie przeprowadziłam prelekcję dla młodzieży przebywającej w bursie szkolnej. Dodatkowo, opublikowane zostały moje trzy artykuły w czasopiśmie Journal of Nutrilife, a jeden na portalu e-biotechnologia.pl. No i zostałam od października starościną na moim roku! Trochę się tego uzbierało… Mimo wszystko, trzeba jeszcze trochę popracować w zbliżającym się semestrze, aby poprawić wyniki z zeszłego roku 🙂

A tak poza nauką (bo przecież nie nią samą student żyje!), w połowie semestru bawiliśmy się na naszych połowinkach 🙂

A tak żywią się studenci dietetyki przed egzaminem 😀

 

No to przechodzimy do rzeczy, czyli omówienia poszczególnych przedmiotów 🙂

 

Dietetyka pediatryczna

(30h wykładów, 30h ćwiczeń)

Bardzo, bardzo przydatny przedmiot! Nie tylko pod względem dietetycznym, ale także przygotowujący do przyszłej roli rodzica 🙂 Omawialiśmy wszystkie etapy rozwoju dziecka, opracowywaliśmy poszczególne przypadki, dowiadywaliśmy się kiedy wprowadzać poszczególne produkty do ich diety, a także jak postępować w przypadku chorób i alergii występujących wśród najmłodszych. Zarówno ćwiczenia, jak i wykłady były niezmiernie ciekawe! Egzamin był dosyć obszerny, ale dobrze sobie z nim poradziłam.

 

Farmakologia i interakcja leków z żywnością

(30h wykładów, 15h ćwiczeń)

Typowo medyczny przedmiot, z dużą ilością trudnych nazw leków. Ćwiczenia odbywały się dosyć rzadko, więc w trakcie semestru nie odczuwało się natłoku materiału. Nauka do egzaminu była dosyć sporym wyzwaniem.

 

Dietoterapia

(30h wykładów, 15h ćwiczeń)

Mówiąc o tym przedmiocie, śmiało mogę użyć synonimu słowa PROJEKTY. W ciągu semestru zobligowani byliśmy oddać, jeśli dobrze pamiętam, 8 projektów, składających się z opisu przypadku, obliczeń, analizy zdrowotnej, żywieniowej, odnośników literaturowych oraz 3-dniowego jadłospisu dla danej osoby z konkretnym schorzeniem. Były to np. nadczynność tarczycy, choroba wrzodowa, celiakia czy IBS. Bardzo ciekawy przedmiot, wiele z niego wyniosłam. Zaliczenie nie sprawiło mi kłopotów.

 

Seminarium

(15h)

Pierwsze seminarium na licencjacie, które w moim przypadku odbywa się na Katedrze Chemii. Póki co, musieliśmy podać tematy naszych prac dyplomowych, a także znajdywaliśmy prace naukowe z naszych dziedzin. Mój temat to „Anorexia nervosa jako najczęściej występujące zaburzenie odżywiania wśród dziewcząt i młodych kobiet”.

 

Tajemnice warzyw, przypraw i ziół

(15h wykładów)

Tu szczerze przyznaję, że na wykłady nie chodziłam, ze względu na niedogodną porę i mało interesujący mnie temat (to pierwsze wykłady od 3 lat, które praktycznie w całości odpuściłam – byłam tylko na pierwszym :D). Ale zaliczenie było banalne!

Technologia gastronomiczna

(15h wykładów, 45h ćwiczeń laboratoryjnych)

Chyba mój ulubiony przedmiot z tego semestru, a już na pewno najlepsze ćwiczenia ♥ A dlaczego? Bo nie musiałam we wtorki brać na uczelnię II śniadania – zrobiłam coś sobie na zajęciach :p Wykonywaliśmy gofry, tofu, naleśniki, zupy, smoothies, sosy czy bubble tea. Było prze-smacz-nie. Zarówno kolokwia, jak i zaliczenie nie były trudne.

Toksykologia

(30h wykładów, 30h ćwiczeń)

A to z kolei najgorszy przedmiot w tym semestrze. Ćwiczenia odbywały się (w mojej grupie) w poniedziałki do godziny 21:00, kolokwia nie należały do najłatwiejszych, wykłady obejmowały dużo materiału, a i egzamin był ciężki. Dużo reakcji, mechanizmów i substancji pochodzących z żywności, które mają negatywny wpływ na nasz organizm.

 

Żywienie ludzi otyłych, Żywienie ludzi starszych

(30h wykładów, 30h ćwiczeń)

Te dwa przedmioty omówię łącznie, gdyż zajęcia odbywały się niemal równolegle, z tą samą osobą prowadzącą. Nasza praca polegała głównie na robieniu projektów na konkretnych przypadkach osób – jeden jadłospis dla osoby otyłej, jeden dla osoby starszej, z uwzględnieniem ich preferencji oraz chorób towarzyszących. Jeden z ciekawszych i lepiej poprowadzonych przedmiotów w tym semestrze.

 

Żywienie sportowców i ludzi aktywnych fizycznie

(30h wykładów, 15h ćwiczeń)

Wykłady ciekawe, sporo można było dowiedzieć się o suplementacji w sporcie. Jednak już ćwiczenia nie przypadły mi do gustu, ze względu na brak jasno postawionych zadań. Do ułożenia były dwa jadłospisy – jeden dla sportowca wytrzymałościowego, drugi dla trenującego siłowo. Poradziłam sobie z ich przygotowaniem, jednak oczekiwałam, że więcej wyniosę pod koniec semestru.

 

Żywność tradycyjna

(15h wykładów, 30h ćwiczeń)

Na mojej uczelni bardzo dużo jest tego typu przedmiotów, na których mówimy o produktach tradycyjnych, ekologicznych itp. Co ja mówię – o wiele za dużo… Ten był po prostu kolejnym z listy. Na ćwiczeniach musieliśmy przygotować projekty na temat jednego z tradycyjnych produktów – ja z koleżanka wybrałyśmy sękacza, który pochodzi z moich rodzinnych stron i jest pyyyyyyszny (uwielbiam taki świeżutki, na święta ♥). To był jedyny przedmiot (poza seminarium), z którego nie mieliśmy zaliczenia końcowego.

I to już wszystko. 11 przedmiotów omówionych. W zbliżającym się już wielkimi krokami semestrze mam ich 9 (a więc trochę mniej), jednak mimo wszystko dochodzi pisanie pracy licencjackiej, co również zabiera sporo czasu. Dziś dostałam plan zajęć i nie jestem do końca zadowolona, ale może uda się coś jeszcze z tym zrobić 😉 To chyba do usłyszenia w czerwcu?

Trzymajcie się, Karolina

 

P.S. Jeśli macie jakieś pytania odnośnie studiów na moim kierunku – zapraszam do pisania maili k.jachimowicz00@gmail.com (formularz znajduje się po prawej stronie w kolumnie) oraz obserwowania mnie na Instagramie, gdzie też często napomknę coś o mojej edukacji ?