Jeden dzień w Wiedniu – co warto zobaczyć?

Wiedeń jest drugim miastem położonym nad Dunajem (po Budapeszcie), które udało mi się odwiedzić. Zachwyca mnogością utrzymanych w dobrym stanie zabytków, jest symbolem luksusu, sztuki i kultury. W dzisiejszym wpisie powiem i pokażę, co warto zobaczyć w stolicy Austrii, jeśli na zwiedzanie mamy tylko jeden dzień. Enjoy 🙂

Transport

Do Wiednia wybrałyśmy się z Olą i Martyną na cały 18 marzec Flix Busem (były Polski Bus). Tam jechałyśmy z Krakowa, a wracając – do Katowic, zaś z Katowic do Warszawy. Podróż zajęła nam… 14 godzin! To jeden z dwóch minusów naszej podróży – drugim była niska temperatura 🙁 Bilety jednak były tanie – 33-35 zł w jedną stronę za FB, doliczyć trzeba było także dojazd z Lublina do Krakowa i potem powrotne z Katowic.

Jeśli chodzi o transport w Wiedniu – od razu na dworcu kupiłyśmy studenckie bilety 24-godzinne, dzięki którym mogłyśmy korzystać z każdego środka transportu dowolną ilość razy. Koszt to 8 €.

Wiedeńskie metro ma 5 linii, każda oznaczona innym kolorem. My wybrałyśmy praktycznie wyłącznie je do poruszania się po mieście, raz jechałyśmy tramwajem + nasze nóżki 🙂

Zwiedzanie

Zaczęłyśmy je od barokowego kościoła św. Karola Boromeusza. Mnie zachwycił swoją wielkością oraz kolorem kopuły. Stamtąd przeszłyśmy się trochę po okolicy, błądząc między pustymi uliczkami. Wiedeńczycy to nie ranne ptaszki i w niedzielę ok. 6:30 rano na drogach było zupełnie pusto. Wróciłyśmy się na Karlsplatz (gdzie znajdują się pawilony Ottona Wagnera). Spójrzcie tylko na pięknie zdobione wejście do stacji metra! W pobliżu znajdował się budynek Towarzystwa Muzycznego oraz gmach Wiedeńskiej Opery Narodowej.

Z Karlsplatz wybrałyśmy się do jednego ze słynniejszych miejsc w Wiedniu, Pałacu Schönbrunn. Cesarska rezydencja letnia znajduje się dosyć daleko od ścisłego centrum. Dla turystów zostało udostępnione kilkadziesiąt komnat, ogrody pałacowe (wszystkie drzewa i krzewy przystrzyżone są idealnie „pod kreskę”), pawilon Glorietta, Palmiarnia, labirynt z żywopłotów, oraz Zoo (najstarsze na świecie). Cały kompleks wpisany jest na Listę Światowego Dziedzicstwa UNESCO. Wstęp wolny jest jedynie do ogrodów. Reszta atrakcji jest biletowana.

Museums-Quartier to teren, na którym znajduje się kilkanaście instytucji związanych ze sztuką i kulturą oraz kilka dużych muzeów. Nieopodal znajduje się Ogród Ludowy. Wielka szkoda, że nie zobaczyłyśmy go cieplejszą porą, gdyż jego największą atrakcją są rabaty różane. Znajdziemy tu pomniki wybitnych artystów austriackich, Świątynię Tezeusza oraz pomnik cesarzowej Sisi (kto oglądał bajkę Księżniczka Sissi? :)).

Kilka kroków stąd mijamy Teatr Zamkowy, Uniwersytet Wiedeński (gdzie studiował np. Zygmunt Freud), Kościół Wotywny (który niestety był w przebudowie i jego elewacja nie sprzyjała zdjęciom) oraz Parlament.

Taką sygnalizację świetlną możemy dostrzec na wielu przejściach w centrum Wiednia – urocze 🙂

Według mnie, najpiękniejszą budowlą Wiednia jest zdecydowanie Ratusz! Widziałyśmy go zarówno za dnia, jak i o zmroku. Zbudowany w stylu neogotyckim, wyróżnia się wysoką na 98 metrów wieżą. Plac przed budynkiem (gdzie robiłyśmy sobie oczywiście zdjęcia :D) jest tradycyjnym miejscem spotkań. Najpiękniej jest tam w okresie świąt Bożego Narodzenia, kiedy przed gmachem ustawiana jest choinka, okna zamieniane są w kalendarz adwentowy i organizowane jest lodowisko.

Dalej mamy zamek Hofburg – konglomerat różnorodnych elementów architektonicznych. Mieszczą się tu apartamenty cesarskie, muzea, Biblioteka Narodowa, motylarnia, Hiszpańska Dworska Szkoła Jazdy Konnej i pomnik Mozarta. Przed Hofburgiem rozpościera się Heldenplatz – plac Bohaterów.

Must have zwiedzania jest Katedra św. Szczepana (która myliła nam się z Katedrą św. Stefana w Budapeszcie) mieszcząca się na Starym Mieście, nazywanym Ringiem. Arcydzieło gotyckiej architektury – niezliczona ilość zdobień, strzeliste wieże i barwny mozaikowy dach. Mieści się ona przy ekskluzywnej ulicy Kohlmarkt, gdzie znajdziemy takie butiki jak Gucci, Tiffany & Co., Michael Kors (powzdychałyśmy trochę :D), a także Kanapki Trześniewskiego (kanapkowy fast-food założony przez Polaka). Tuż obok znajduje się plac Graben z kolejnymi kolumnami, fontannami i pałacami – których nie sposób zapamiętać z całego Wiednia 🙂

Nie wiem dlaczego, ale ominęłyśmy Kościół Maria am Gestade (pewnie ze względu na zbliżający się zmrok), który koniecznie powinien znaleźć się na Waszej liście miejsc do zobaczenia.

Na Prater wybrałyśmy się wcześniej, jeszcze za dnia, ostrzeżone informacjami w Internecie, że raczej nie warto pojawiać się tam po zmroku (chociaż oświetlone na pewno robi ogromne wrażenie!). Jest to wesołe miasteczko z licznymi atrakcjami oraz – diabelskim młynem – najstarszym działającym tego typu urządzeniem na świecie. Moje kolorowe tytułowe zdjęcie pochodzi właśnie z tego miejsca. Tam też kupiłyśmy pamiątki (ja jak zawsze stawiam na magnesy i zawożę je do rodzinnego domu na lodówkę :D), które nie były drogie – za dobrej jakości, ładny 3D magnes zapłaciłam 4 €.

UNO-City w dzielnicy Donaustadr, gdzie mieści się jedna z czterech światowych siedzib ONZ, to chyba jedyne miejsce w Wiedniu, gdzie zobaczyłam nowoczesne oszklone wieżowce. Znajduje się tutaj także najwyższa budowla w Wiedniu – Wieża Dunajska, z której można podziwiać panoramę miasta oraz Wyspa Dunajska, z licznymi atrakcjami i terenami zielonymi do spacerowania czy biegania.

Nadzwyczajna kamienica, czyli Dom Hundertwassera, wiedeńskiego artysty. Na zdjęciach w Internecie i w przewodniku wyglądała zachęcająco – musiałyśmy się tam pojawić. Każde z 50 mieszkań jest „odwzorowane” na elewacji gmachu innym kolorem. Całość uzupełniają mozaiki. Mi budowla ta przypominała uboższą wersję Parku Guell Gaudiego. Fasadę podobno wieńczy złota cerkiewna kopuła – trudno była jednak dostrzegalna przez porośnięty zielenią dach. Jak widzicie, stoi tu też czerwona budka telefoniczna, wzorowana na tą londyńską.

Na sam koniec dnia, tak jak już wspomniałam, wróciłyśmy pod oświetlony Ratusz. Na tym zakończyłyśmy swoją wycieczkę i metrem ruszyłyśmy na dworzec, skąd o 23 miałyśmy autobus powrotny.

 

Jedzenie

Nie mogłyśmy nie zjeść na obiad Wienner Schnitzel, czyli ogromnego panierowanego kotleta cielęcego podawanego z cytryną (za widoczny na zdjęciu talerz+herbatę zapłaciłam 12,8 €). Ze słodkości sławne są tu Wiener Apfelstrudel, czyli strudel z jabłkami i tort Sachera, a na słono budki z pieczonymi kiełbaskami. Sama nie próbowałam, ale jedną z najbardziej polecanych kawiarnio-lodziarni jest Veganista. Na podróż kupiłam sobie słodką bułeczkę Zimtschnecke (coś a’la Cinnamon Rolls) w znanej piekarni Strock. Jeśli odwiedzicie Wiedeń w ciągu tygodnia, koniecznie zajdźcie na Naschmarkt. Na pamiątkę dla bliskich kupiłyśmy również wafelki Manner (musicie je kojarzyć! Ja te logo znam z kasków austriackich skoczków narciarskich).

 

Koszty

O kosztach podróży już wspominałam wyżej. Za wszystko, co kupiłam w samym Wiedniu zapłaciłam trochę ponad 30 €, co daje 130 zł. Nie jest to najtańsze miasto i na to trzeba się przygotować. Ale tak to już bywa w Europie…

Byliście w Wiedniu? A może kogoś zachęciłam do odwiedzenia tego urokliwego, pełnego przepychu i sztuki miasta?  Dajcie znać w komentarzach! Ja już nie mogę doczekać się swojej kolejnej podróży 🙂