Weekend we Wrocławiu – co zwiedzić i gdzie smacznie zjeść

Mój blog staje się iście podróżniczy 😀 Ale co poradzić, skoro wyjazdy są moją drugą, po dietetyce, pasją. Więcej o żywieniu możecie dowiedzieć się z mojego Instagrama. Dzisiaj chciałabym zaprosić Was na spacer po Wrocławiu. Pokażę Wam co koniecznie trzeba zwiedzić oraz gdzie smacznie zjeść. Zapraszam 🙂

Zaczniemy od jedzenia – jakżeby inaczej 🙂 Na pierwszy ogień poszła pizza w Niezłym Dymie na Placu Teatralnym. Wybór padł na parmę – pomidory, mozzarella, szynka dojrzewająca, ser pecorino. Cienkie ciasto w stylu neapolitańskim, niedużo składników, oliwy do smaku. Jestem fanką tego rodzaju placków. Do tej restauracji wybrałyśmy się z polecenia moich dwóch koleżanek. Chociaż na swojej liście miałam kilka innych pizzerii, nie żałuję że wybrałyśmy akurat tą – zawsze wolę kierować się opinią zaufanych mi osób 🙂

Przy okazji, zapraszam na bloga oraz Instagram mojej towarzyszki podróży, również dietetyczki – Patrycji 🙂

Kolejna miejscówka – Panczo Śniadaniownia na Wita Stwosza. Tuż przed intensywnym, sobotnim zwiedzaniem miasta, wybrałyśmy się na prawdziwe meksykańskie śniadanie! Zamówić możecie proponowany danego tygodnia zestaw śniadaniowy lub coś z całego menu. My z Patrycją wybrałyśmy jajko sadzone z guacamole, pomidorkami rancherros, sosem cheddar, kolendrą i granatem podawane z ciepłą bułeczką grillowaną na maśle w zestawie ze świeżo wyciskanym sokiem z grejpfruta. Czyż to nie brzmi cudownie? Do tego kawka w pięknych szklankach – i tak można rozpoczynać każdy dzień ♥ Warto zwrócić też uwagę na miłą obsługę oraz wystrój miejsca (świecący szyld „Tacos or Burritos” i różowa czaszka!) – każdy element jest przemyślany. Z całego serca polecam!

Szybkie piwko w Przedwojennej na Świętego Mikołaja – również polecane przez jedną z moich czytelniczek. Na chwilę przycupnęliśmy ze znajomymi na wygodnych fotelach przed lokalem, aby świętować konferencyjny sukces. Miejsce z klimatem! A z tyłu widzicie krasnale, które można spotkać na każdym kroku we Wrocławiu 🙂

Na kolację wybrałyśmy się do Pasibusa – polecanej burgerowni na początku jednej z głównych ulic we Wrocławiu – Świdnickiej. Ja nie miałam już ochoty tego dnia na mięso, więc zdecydowałam się na Kevina (sos różowy, roszponka, masło orzechowe, konfitura z czarnej porzeczki, ser cheddar, grillowany boczek, ciasteczka korzenne), ale z kotletem warzywnym zamiast mięsa wołowego. Jedliście kiedyś takie połączenie? Strzał w dziesiątkę, smakowało genialnie! Chociaż gdybym miała go zamawiać raz jeszcze, zostałabym chyba jednak przy wołowince 😀 Do burgera dobrałam sałatkę coleslaw. Patrycja wzięła Awokadusa z frytkami. Czy nazwałabym to miejsce fast-foodem i śmieciowym jedzeniem? I tak, i nie. Składniki używane do przyrządzenia burgerów są na pewno lepszej jakości niż te używane w standardowych barach szybkiej obsługi. Jedzenie dostajemy szybko, ale nie aż tak, jak w McDonald’s. Tak jak już wspomniałam, możemy według własnych upodobań modyfikować burgery. Jeśli ktoś unika cholesterolu, powinien zwrócić uwagę na jego ilość pochodzącą z produktów odzwierzęcych serwowanych w burgerach. Ale pamiętajcie, że wszystko jest dla ludzi i przecież codziennie nie chodzi się do tego typu miejsc 🙂 Zapomniałabym dodać, że w menu Pasibusa znajdziemy również sałatki i inne dania, które dla niektórych mogą okazać się lżejszą, bardziej dietetyczną opcją. Mimo wszystko – zachęcam do spróbowania kanapek, warto 😀

Jako ostatnie, ale najsmaczniejsze, postanowiłam zaproponować Wam Osiem Misek na Włodkowica! Tam po raz pierwszy spróbowałam ramen i całkowicie przepadłam ♥ Uwaga – jadłam pałeczkami! Dawno nie miałam takiego doznania smakowego! Wybrałam Crispy Pork Belly – długo pieczony, następnie smażony boczek, jajko mollet, kiełki fasoli mung, grzyby shitake, młody bambus, glony wakame, katsuobushi, czarny sezam, szczypior, chilli, makaron z kurkumą. Dlatego właśnie nie miałam potem ochoty na mięso w Pasibusie 😀 Jeśli będę jeszcze kiedyś we Wrocławiu, na pewno ponownie zawitam do Ośmiu Misek (które, na marginesie, również polecane są przez wiele osób).

 

Teraz przejdziemy do samej podróży oraz zwiedzania 🙂 Z Lublina do Wrocławia i z powrotem pojechałyśmy busem. Głównym powodem przyjazdu była konferencja naukowa na Uniwersytecie Ekonomicznym (o której więcej możecie przeczytać w tym wpisie na Instagramie), ale skoro wcześniej nie byłam we Wrocławiu, zatrzymałyśmy się tam na dłużej.

Spałyśmy w pokoju wynajętym przez Airbnb – bardzo często korzystam z tego typu zakwaterowania, gdy podróżuję po większych miastach Polski. Po zalogowaniu się do tego serwisu z mojego linku, możecie otrzymać aż 100 zł środków na swoją pierwszą podróż. Warto skorzystać! Airbnb to bezpieczny i komfortowy sposób nocowania. Dzięki mieszkaniu razem z właścicielami możecie poznać nowe osoby oraz zyskać kontakty 🙂

Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Pierwszego dnia zwiedzałyśmy Rynek i Stare Miasto. Zawsze zwracam uwagę na kamienice – w jakim są stanie, w jakich kolorach. Urzekają mnie pastelowe elewacje. I tak było też we Wrocławiu. Rynek przypominał mi trochę ten poznański, chociaż wydaje mi się, że jest trochę większy. To, na co warto zwrócić uwagę to Katedra św. Marii Magdaleny i Most Pokutnic, Plac Uniwersytecki oraz Stare Jatki (tam nie udało nam się dotrzeć :(). Na koniec dnia wybrałyśmy się na pokaz Fontanny Multimedialnej – trafiłyśmy akurat na 10-minutowy pop.

Kolejny dzień rozpoczęłyśmy od zwiedzania ZOO i Afrykarium. Radzę kupić bilety on-line, dzięki czemu zaoszczędzicie czas nie stojąc w kolejce oraz przyjść tuż po otwarciu, czyli ok. godziny 9:00. Obiekt jest naprawdę ogromny, warto się do niego wybrać.

Wiele zwierząt chodzi wolno, po otwartej przestrzeni, ale znajdziemy tam również pomieszczenia – na mnie szczególne wrażenie zrobiło właśnie Afrykarium z akwariami i śmiesznymi płaszczkami (które niestety przepływały tak szybko, że nie sposób było je uchwycić na zdjęciach :(). O takie śmieszne stworki 😀

Następny przystanek to Ogród Japoński, znajdujący się w pobliżu ZOO. Nie był bardzo pokaźnych rozmiarów i chyba ładniej wyglądałby wiosną, dlatego nie jest to must-have Wrocławia, ale przy okazji można się wybrać 🙂

Na koniec w tym rejonie zostawiłyśmy sobie Halę Stulecia 🙂

Wybrałyśmy się też na krótką, bo ok. 2-minutową przejażdżkę kolejką Polinką nad przepływającą przez Wrocław Odrą. Nie była to ekscytująca podróż, ale w cenie biletu autobusowego nie stanowiła dużego wydatku 😉

Mimo prób, nie udało nam się zobaczyć Panoramy Racławickiej, ani wjechać na punkt widokowy Sky Tower 🙁 Niestety, ale wszystkie bilety na ten dzień były już wyprzedane. A to oznacza jedno – trzeba do Wrocławia wybrać się raz jeszcze 🙂

Po zachodzie słońca wybrałyśmy się jeszcze raz na Rynek i zakończyłyśmy dzień kolacją. Wrocław jest bardzo ładnym miastem – dobrze zachowane stare budownictwo, ale również dużo nowych biurowców, wieżowców i galerii handlowych. Pod tym względem przypomina mi trochę Warszawę 😉 Nie wiem dlaczego, ale nie zrobił na mnie nadzwyczajnego wrażenia (jak to opisywało wielu moich znajomych); podobał mi się porównywalnie do innych stolic wojewódzkich.

Na koniec jeszcze kilka zdjęć 🙂 Niedługo szykuje się kolejna podróż, tym razem za granicę! Ale przed tym, dodam na pewno wpis z Mediolanu, który już długo czeka w kolejce 😮 Do napisania!

A to my z Patrycją w Afrykarium 🙂

Most Grunwaldzki, za dnia przypominający kolorami londyński Tower Bridge

Rybki w Afrykarium

Hipcie ♥

Flamingi ♥